posted by monikaj82 on stycznia 2
Nie uwierzycie, ale Kaśka poszła w dniu wczorajszym do wieszczki mianem Wrózka Lea Szach. Gabinet, pokój, sala- nie wiem jak to nazwać, czarodziejki mieści się na Alejach Jerozolimskich w stolicy.
Pojechała tam, wstąpiła do środka i co wróżka jej zaproponowała za sowitą stawkę? Oczywista sławny i niezmienny od lat tarot. Co dziwne, na ścianach wróżki wisiały obrazki przedstawiające meble. Nigdy nie widziałam czegoś podobnego.
Ale ale, opowiadam dalej. Weszła dziewczyna do środka, wróżka zaczęła stawiać tarota i niespodziewanie wzmogła się burza na ulicy. Ja to bym chyba tam przekręciła się ze strachu. Nie ma to jak nastrój. Takiego jej psikusa spłatał los. W trakcie jak wróżka odkrywała ostatnią kartę akurat strzelił niedaleko piorun.
Nie opowiem wam, jaki był wynik tarota, co jej zapowiedziała wróżka, ale wiedzcie, że jak tylko otworzyła drzwi wyjściowe z lokalu wróżki deszcz przestał padać a pięć minut później świeciło Słońce. Ja nie mam odwagi iść do wróżki, a po tym co mi opowiedziała na pewno nie pójdę.