posted by holee on grudnia 17
Absolwent socjologii UAM, Jakub Wicher, przytacza w swojej pracy naukowej poświęconej “winom owocowym” wyniki sondy wśród “koneserów”. Jeden z nich mówi: “Oni muszą siarkować te wina, bo w przeciwnym wypadku rozwinęłaby się tam jeszcze jakaś sztuczna inteligencja”. O ile wartość i walory wina wzrastają z jego wiekiem, o tyle na etykietach polskich “win owocowych” znajdziemy datę zdatności do spożycia. Zazwyczaj krótką.
Spór o “wino owocowe” jest o tyle niedorzeczny, że nie stanowi ono, w przeciwieństwie do polskiej wódki, produktu eksportowego, który zawalczy o półki sklepów alkoholowych w krajach UE. Producenci tego typu alkoholi potwierdzają, że produkt konkuruje tylko na rynku krajowym. Ale dostrzegają też gospodarcze tło konfliktu.
– Południowcy szukają rynków zbytu, ponieważ mają nadprodukcję wina – mówi Franciszek Bosak, prezes Zakładu Przemysłu Owocowo-Warzywnego “Pektowin” w Jaśle. – Chcą kosztem naszych “win owocowych” wejść ze swoimi “gronowymi”. To próba zepchnięcia na niższy szczebel naszych historycznie ugruntowanych produktów. Pozbawianie nas prawa do tego nazewnictwa byłoby niesprawiedliwe.
– Producenci, którzy wyniszczyli zdrowie kawałka narodu, biją się o sprzedaż swojego produktu, natomiast nie wiem, dlaczego chcą go kwalifikować jako wino. Ten spór odwraca uwagę od prawdziwych winiarzy, których jest w Polsce już siedmiuset – mówi Kondrat.
Prezes Bosak: – Nawet jeśli przegramy w UE prawo do nazwy “wino”, to nasz klient, przywiązany bardziej do wartości produktu niż do nazewnictwa, łatwo się przestawi.
Tygodnik Powszechny